Męska koszulka lekarstwem na…

… no właśnie, moje drogie Panie, na co?

Odkąd jestem bezapelacyjnie zakochana w jednym i tym samym Mężczyźnie od kilku lat, jego koszulki bywają zbawienne w kryzysowych sytuacjach.

Kiedy się poznaliśmy i zaczęłam u Niego pomieszkiwać, zdarzało się, że wyjeżdżał w trasy jako kierowca ciężarówki. Wiecie jak to jest na samym początku. Motylki, mrowienie na plecach, tętno 350, nieschodzący uśmiech z nieobecnej twarzy i… POTWORNA tęsknota. To ogromny wysiłek dla rozkochanego serca, aby wytrzymać bez drugiej połówki dłużej niż kilka godzin. Niestety (a może i ‚stety’) zdarzało nam się to dosyć często co zmusiło mnie do znalezienia sposobu na zmniejszenie tego poczucia dyskomfortu. Idealnym rozwiązaniem byłaby nasza wyspa, na której moglibyśmy leżeć na sobie i się sobą zachwycać do usranej śmierci, ale ta opcja niestety została wykluczona sama przez się. Pozostało mi znalezienie w mieszkaniu czegoś, co pozwoli mi przetrwać te 3 dni nieobecności Szlachcica. Znalazłam szybko. Pościel.

Tak, przecież to Jego poduszka Nim pachniała i to tak intensywnie, że aż zakręciło mi się w głowie. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że kiedyś z tego łóżka trzeba wyleźć. Może gdybym była większą desperatką to spryskałabym się Jego perfumami, ale na szczęście lepsze rozwiązanie nasunęło się samo.

Jego KOSZULA.

To była rzecz, która pozwoliła mi Go poczuć przy sobie. Kiedy do mnie dzwonił, a ja miałam na sobie część Jego garderoby, zamykałam oczy i oprócz Jego głosu przemawiał do mnie też Jego zapach. To uśmierzało ból rozłąki i dawało przyjemne uczucie Jego obecności. Tak było 3 i pół roku temu, gdy dopiero uczyliśmy się siebie i wchłanialiśmy się wzajemnie z nieopisaną zachłannością. Jak jest teraz, kiedy jesteśmy dojrzalsi a zakochanie przepoczwarzyło się w miłość?

Ta koszulka pomaga mi właśnie w tym momencie. Mój Szlachcic wrócił do jazdy międzynarodowej a ja jestem skazana na siedzenie w domu z Maleństwem rozwijającym się w moim brzuchu. Wydawało mi się, że po dłuższym okresie związku jest łatwiej czekać. Nie do końca. Można czekać ciszej, ale to wcale nie jest łatwiejsze. Brakuje mi Go tak samo albo i bardziej. Dwie godziny temu zajrzałam do naszej szafy i wyciągnęłam Jego podkoszulek, który przesiąknął Jego zapachem. Jest tak jak kiedyś – dzięki temu bardziej czuję Jego obecność. Powiedziałam Mu dziś o tym przez telefon, uśmiechnął się. Tym razem nie marudził, że ubieram Jego przyduże ciuchy i nie noszę seksownych, damskich bluzek. Teraz już rozumie, że z tęsknoty kobietom odbija.

A jakie są Wasze sposoby na przetrwanie dłuższej lub krótszej rozłąki? Jestem tego ciekawa i chętnie przetestuję. W końcu teraz czeka nas cotygodniowy oddech od siebie. :C

Comments

comments

Leave a Comment