Nie wstydź się kiedy na Ciebie patrzę.

Kochany Szlachcicu!

Właśnie odprawiłam Cię do spania, bo musisz wstać o jakże tragicznej porze (5 rano powinna być zakazana, podobnie jak 6), ale sama mam zamiar jeszcze świadomie przy Tobie pobyć. Teraz kiedy zapadłeś w kimono mogę spokojnie na Ciebie popatrzeć.

Wiem jak bardzo Cię to krępuje, kiedy prowadzisz auto a ja – Twoja niesforna pasażerka – wlepiam w Ciebie gały. Często masz wrażenie, że chcę wtedy coś powiedzieć albo że coś się dzieje, ale to nie tak… Jako emocjonalny nadwrażliwiec potrzebuję zatracić się w zachwycie nad Tobą, ponieważ jesteś dla mnie najprawdziwszym ucieleśnieniem piękna.

Już nie raz słyszałeś ode mnie, że po prostu uwielbiam na Ciebie patrzeć i że kręcisz mnie kiedy siedzisz za kółkiem, kiedy żujesz gumę, kiedy wyciskasz na klatę te kilkadziesiąt kilo, kiedy bawisz się z siostrzenicami, kiedy jesteś na koncercie ulubionego zespołu, kiedy oglądasz Mario budowlańca, kiedy gotujesz, kiedy grasz na perkusji, kiedy sprzątasz, kiedy zaciekawi Cię jakaś rzecz, kiedy razem ze mną męczysz jakiś film, kiedy coś mi tłumaczysz i kiedy śpisz… Jak teraz.

Uwielbiam studiować na nowo rysy Twojej twarzy. W tym momencie przypominasz bezbronnego chłopca, który dopiero po przebudzeniu ma poznać zasady kierujące światem. Zupełnie jakby wszystkie problemy, z którymi się borykamy nie istniały. Oddychasz spokojnie i przez sen trzymasz dłoń na moim udzie jakbyś mnie pilnował. A ja nie zamierzam uciekać, bo jesteś moim domem – najlepszym miejscem na Ziemi. Twoja ręka to nawet mnie trochę parzy. Grzejesz niemiłosiernie. Oboje mamy ten problem, co? Naszą główną profesją jest bycie grzejnikiem. W ogóle… Bardzo dużo podobieństw łączy nas ze sobą. Ciągle mam wrażenie, że sobie Ciebie „wyczytałam”. Powielasz model idealnego partnera, który wykreowały we mnie wszystkie książki, po które sięgnęłam. Jesteś nawet ciut lepszy, bo wciąż zaskakujesz mnie swoimi nowymi zaletami (ale nie przeczę, że czasem doprowadzasz mnie do szewskiej pasji).

Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że to stado motyli wędrujących po brzuchu zagości we mnie na dobre. Bałam się, że z czasem znikną. Przecież wszyscy mówią, że tak jest tylko przez pierwsze 3 miesiące do pół roku związku. A później te fizyczne „objawy” zakochania słabną. Słuchaj… TO NIE JEST PRAWDA. Czuję to wszystko tak samo mocno jak na początku a stuknęły nam już ponad trzy lata. Wiesz jaki mam na to sposób?

No właśnie ten ZACHWYT. Codziennie poszukuję w Tobie szczegółów, które mnie zachwycają a uwierz, że starczy mi ich na całe życie. Wystarczy tylko patrzeć i dostrzegać. To nie jest trudne kiedy się kocha.

Dlatego proszę Cię… Pozwól mi podziwiać. Nie wstydź się kiedy patrzę na Ciebie dłużej niż minutę. Nie wstydź się kiedy na Ciebie patrzę.

Comments

comments

Leave a Comment