5 największych obaw młodej mamy.

Cześć i czołgiem!

Bardzo dobrze, że jesteście, bo temat, który dzisiaj poruszam jest cholernie ważny. W poprzednim poście dosyć dobitnie wyjaśniłam, że kobieta to istota bardzo uczuciowa. Tak jak niewiele potrzeba nam do szczęścia, tak i zatrważająco mało wystarczy, aby coś dotknęło nas do żywego. Niestety olewcza postawa, za którą często chowają się mężczyźni nam kobietom raczej nie wychodzi. Podczas ciąży miałam wiele obaw co do przyszłości. Opiszę po kolei co, jak, dlaczego, skąd się to wzięło i czy lęki się ziściły.

1. Jak na ciążę zareagują nasi rodzice?

To jest tak absurdalne, że aż śmieszne. Naprawdę. Teraz kiedy nasz Maluch ma już stuknięte 4 miechy zaczynam dopiero luzować majty. Szczerze mówiąc panicznie bałam się reakcji mojego Taty. W moim wyobrażeniu na wieść o dziecku miał zaciągnąć się do armii King Dzong Una i namówić go na skierowanie bomby nuklearnej w moją stronę. W rzeczywistości było… niewiele lepiej. Zawziął się trochę mój Ojczulek i był mocno zdenerwowany z dwóch powodów:

ALE ŻE JAK TO BEZ ŚLUBU, TO NIE PO BOŻEMU.

I drugie…

DLACZEGO NIE POINFORMOWANO MNIE OSOBIŚCIE, TO NIE PO BOŻEMU.

Fakt, dlatego, że mieszkałam wtedy pół Polski od domu (a teraz to już całą Polskę), to nie bardzo mogliśmy przyjechać. Mimo wszystko są z nas ludzie pracujący. Akurat moja Matula miała urodziny więc wysłałam do Niej pocztę kwiatową a w bileciku była informacja, że do życzeń dołącza się ich pierwszy wnuk. Mama popłakała się z radości natomiast Tato całkowicie zaakceptował ten fakt dokładnie po narodzinach. Uwierzcie mi, każdemu facetowi mięknie faja kiedy widzi na własne oczy małe, żywe cudo. Na bok idą wszelkie uprzedzenia, bo dziecko jest NIEWINNE i urodzone DO KOCHANIA.

Z rodzicami Szlachcica natomiast problemu nie było. 🙂

2. Czy nas w ogóle stać na dziecko?

STAĆ. Wcześniej było nas stać na imprezy, koncerty, alko i duuużo żarcia, teraz stać nas na to wszystko plus jeszcze pieluchy, chusteczki do tyłka, śpiochy z Pepco i promocje z OLX-a. 🙂

Trochę poważniej: nie odczuwam, abyśmy sobie czegoś szczególnie odmawiali a niestety wziętymi prawnikami, lekarzami czy informatykami nie jesteśmy. Zarabiamy tyle co przeciętny Polak, a w zasadzie ja już dużo mniej, no bo przecież macierzyński. Cała rodzina się zmobilizowała, przyjaciele i my sami – Maluch ma wszystko czego potrzeba, a nawet dużo więcej. Nic się nie martwcie, pojawienie się dziecka nie oznacza, że musicie przywdziać na siebie worek na ziemniaki, zamiast cieni do oczu używać węgla ukradzionego sąsiadowi i jeść korzonki i jagody znalezione w lesie. Przyjście Malucha na świat oznacza, że musicie teraz produkować z serducha dużo więcej miłości. 🙂

3. Jak będę wyglądać po porodzie?

No tak… Niech teraz wstanie kobieta, które ma w nosie swoją aparycję i pierwsza rzuci obsraną pieluchą. Nie ma chętnej, hm? No właśnie. Żadna z nas nie chce wyglądać jak mutacja wieloryba i krowy dojnej. Najlepiej by było, gdyby w ciąży rosły same cycki, ale niestety rzeczywistość wygląda inaczej. Czasem śmieję się ze Szlachcicem, że przed stworzeniem świata Bóg musiał mieć laskę, która bardzo Go zraniła. Potem jak nas tworzył to zrobił wszystkim babom na złość i zesłał na nie wszelkie boleści i niedogodności, podczas gdy facet cierpi jedynie na nocny wzwód, poranny wzwód, południowy wzwód, podwieczorkowy i wieczorny wzwód. No i czasem na katar.

Jest jak jest i powiem Wam, że akurat tu obawa powieliła się trochę z rzeczywistością. Jak czytałam na forach, że po porodzie dziewczyny były 2kg na plusie albo i chudsze to rodziła się we mnie myśl:

„Osz w mordę, czyli ja przez sen musiałam zeżreć hipopotama i popić go colą, pewnie do dziś tam jeszcze siedzi.”

A potem dotarło do mnie, że jeśli FACET (tak, tutaj ogromna rola panów) nie świruje za bardzo i nie wysyła nas za swoje ostatnie grosze na liposukcję to nie jest tak tragicznie. Pamiętajcie, że skoro kobieta potrzebowała 9 miesięcy, żeby ciało przygotowało się do porodu, to tyle samo potrzebuje, żeby się po tym porodzie zregenerować. Kogo stać na Lewandowskie, Chodakowskie itp, to spoko. Ja tam po cesarce nie szaleję i cieszę się z dzidziutka i jego czadowego tatuśka. (no i zdarza mi się żreć sałatę i chudy twaróg a potem patrzeć w lustro czy już schudłam)

4. Czy pokocham od razu swoje dziecko?

TAK. Pierwsze USG, gdy zobaczyłam małe bijące serduszko w fasolce. Już wtedy wiedziałam, że to jest nieopisana forma miłości. Potem pierwsze kopniaki, tańce, hulanki, swawole w brzuchu. I wreszcie TEN DZIEŃ. Z każdym nowym doświadczeniem kochałam coraz mocniej a teraz to już całkiem.

Miłość x nieskończoność.

5. Czy nasz związek bardzo ucierpi?

Hehe. Nie. Wydaje mi się, że jest dużo lepiej. Teraz to nasze życie zyskało zupełnie inny, jakiś kosmiczny wymiar. Kiedy już doszłam do siebie po porodzie i ogarnęliśmy wspólnie jak opiekować się Małym, byłam zaskoczona tym jakie rodzicielstwo jest FAJNE. Fakt, pomagają nam teściowie więc mamy trochę czasu dla siebie, żeby pobyć ze sobą sam na sam, ale to nie zmienia faktu, że dziecko w niczym nie przeszkadza. Umacnia więź, łączy na nowo i przede wszystkim WYMAGA, żeby rodzice starali się, aby między nimi grało i buczało. Poza tym Szlachcic jest jakoś, jakby bardziej pociągający odkąd jest Ojcem.

Dzięki, że dotrwaliście do końca. Mieliście podobne obawy? Jak to u Was było? Dzielcie się! 🙂

Comments

comments

Leave a Comment