Mamo, tato… Kochajcie mnie.

Cześć.

Dziś nie będzie lekko. Dzisiejszy wpis poświęcam najczęstszemu problemowi nie tylko młodzieży, ale również dorosłych, dojrzałych osób.

Toksyczne relacje z rodzicami – temat ciężki jak imadło (dzięki, Kochanie za pokazanie mi tego porównania). Mówi Ci to coś?

Do napisania tego tekstu zmotywowała mnie Agnieszka Chylińska swoim wywiadem (nie oglądałeś?kliknij) , który niedawno został opublikowany w czeluściach Youtube’a. Opowiedziała tak boleśnie szczerze o tym, co ją ukształtowało i w jak brutalny sposób to się stało, że obudziła we mnie pragnienie podzielenia się z Tobą tym, co przechodzę ja a być może również Ty, Twoja Siostra, przyjaciel, kolega z klasy czy kuzynka. Swoiste #metoo, ale na innej płaszczyźnie. Muszę wyrzucić z siebie parę słów choć nie wiem czy na jednej części się skończy. Słuchaj:

***

Tato, co Ci przeszkadza to, że gram na gitarze? Przecież nie musisz za to płacić. Uczę się dobrze, a sprzęt dostałam od sąsiadki. Nic Cię to nie kosztuje i nie musisz tego słuchać.

Nie będziesz grała, tym na jedzenie nie zarobisz. – warknął i zamachnął się czarnym, wysłużonym pudłem z zamiarem roztrzaskania go o parapet.

Przestań! Co Ty wyprawiasz, Tato! Tak się składa, że zarobiłam już swoje pierwsze pieniądze grając na tej gitarze. – nagle stanęła jej przed oczami scena z „Małej Syrenki”, kiedy Tryton rozwala trójzębem rzeźbę księcia Eryka na oczach Arielki. Czuła się tak samo albo i gorzej. Wyrwała instrument z rąk ojca ryzykując strzałem w policzek i uciekła z pokoju. Mimo wcześniejszych niepokojących znaków dopiero to zdarzenie zapowiedziało prawdziwy rozłam w relacji ojciec – córka.

***

NIGDZIE, KURVA, NIE PÓJDZIESZ! Czy wyraziłem się jasno?

Ale czemu, Tato? Przecież znasz tam wszystkich i będą też rodzice Natalii w domu. Wszystkie dziewczyny z klasy. Jak mam się z nimi zakumplować?

Powiedziałem nie i zdania nie zmienię.

To powiedz mi chociaż czemu? Jaki jest powód? Dlaczego już mnie nie kochasz?

-Bo tak powiedziałem.

***

Mamo, Tato, dostałam się na olimpiadę z polskiego, poprawiłam też fizykę na czwórkę.

-A jak z matmą?

No… słabo. Ale ze wszystkich przedmiotów mam super oceny i jeszcze parę konkursów. Ten dzisiejszy wygrałam.

Masz się wziąć za naukę! Zajmij się matematyką a nie pierdołami.

Tato, właśnie opowiedziałam o sukcesach ze wszystkich innych przedmiotów. Czemu na tym się nie skupisz? Wiesz, że z matematyki zawsze byłam noga. I tak dobrze, że mam te tróje i czwóry.

Stać cię na więcej. I jeszcze raz zobaczę cię z tym pudłem (aut. gitarą) to ci je rozwalę na łbie. Masz się uczyć.

***

-Mamo, ile mam czekać na telefon od ojca? Czemu zawsze ja muszę dzwonić i się kajać przed nim? Nic nie zrobiłam. Było ok, ale książę nie może tak po prostu zadzwonić do córki i dowiedzieć się co u niej? Ma małego wnuka, on też go nie interesuje? – 6 lat nie zadzwonił do niej z własnej inicjatywy. Od momentu wyprowadzki na studia czuła się półsierotą. Tak jest do tej pory.

-Ja nie jestem po niczyjej stronie, ale mogłabyś pierwsza zadzwonić.

***

Ojciec znalazł sobie kolegę, którego traktuje jak syna – 10 razy lepiej niż swoje cztery zdolne, dobre córki. Wkurvia się za każdym razem, gdy najstarsza próbuje pogadać z młodszymi siostrami przez telefon. Nikt do tej pory nie rozgryzł jaki konkretnie ma powód do tej bezsensownej złości. Teoretycznie jest już wolna, z daleka od domu, ale w praktyce wciąż jest więźniem tej chorej relacji. Prawdopodobnie zawsze będzie.

***

Czy znasz te historie? Czy byłeś kiedyś na miejscu ofiary lub sprawcy? Wiem co czujesz. Kiedy dziecko się rodzi jest całkowicie bezbronne. Jest zdane na ludzi, którzy zdecydowali się być rodzicami. Bycie rodzicem to posiadanie w sobie nieskończonych pokładów miłości bezwarunkowej i wiecznej. Nie w każdym domu jednak tej miłości starcza na zawsze i dla każdego.

Zwracam się najpierw do Ciebie Tato, Mamo:

Twoje piekło nie może stać się piekłem Twoich dzieci. Twoja przeszłość nie może być przepisywana na karty życia Twojego syna. Twoje porażki nie są winą Twojej córki. Wiedz, że Twoje dziecko wyniesie z domu nie tylko wychowanie i przekonania, ale również kompleksy, ból i rysy na umyśle, dziury w sercu. Możesz się okazać głównym sprawcą jego niepowodzeń w dorosłym życiu. To, że je spłodziłeś nie czyni Cię nieomylnym, wszechmocnym. Nie jesteś władcą tego dzieciaka, nie masz prawa na wyżywanie się na nim. Twoje chore ambicje nie mogą znajdować ujścia w ten sposób. Tłumaczenie „To dla Twojego dobra” to tylko usprawiedliwianie samego siebie, swoich złych wyborów, niewłaściwego podejścia do macierzyństwa/ojcostwa. Zanim następny raz zmieszasz swojego syna z błotem, bo wrócił o 3 minuty później niż obiecał zastanów się, czy w ten sposób nie depczesz swojego własnego autorytetu i czy nie łamiesz komuś serca. To jak traktujesz swoje dzieci zostanie z nimi na całe życie, może je nawet zniszczyć. To będzie mieszać w relacjach jakie kiedyś nawiąże, być może w przyszłości stanie się przez to trudnym partnerem i nie założy rodziny.

Dzieci nie zostają w rodzinnym gniazdku na zawsze. Możesz mieć potem wspaniałe wsparcie od swoich pociech, do końca swojego życia, lecz równie dobrze możesz je stracić bezpowrotnie. Każdy Twój czyn zostaje zapisany w pamięci młodego człowieka, gdy dorośnie – to właśnie on Cię osądzi. Skoro zdecydowałeś się na posiadanie potomstwa, to spada na Ciebie OBOWIĄZEK kochania go zawsze i ponad wszystko, wspierania go we wszystkim co postanowi. Naucz się to okazywać w taki sposób, aby go nie ranić. I jeszcze jedno… Wiesz jaka jest najczęstsza przyczyna samobójstw, rozwodów i rozwoju patologii?

Smutny początek w domu. Toksyczni rodzice.

A teraz do Ciebie, Dzieciaku, Synu, Córko:

Jesteś przepełniony dobrymi wartościami. Nigdy nie daj się stłamsić poprzez czyjeś oczekiwania co do Twojej osoby. Jesteś kim jesteś i tylko od Ciebie zależy kim będziesz w przyszłości. Musisz wiedzieć kiedy powiedzieć „Stop!” nawet jeśli osobą, która właśnie wyrwała Twoje skrzydła z korzeniami jest Twoja mama. Nawet jeśli osobą, która zrównała Cię z ziemią i pogrzebała Twoje marzenia jest Twój tata. Pamiętaj, że żaden człowiek nie jest całkiem sam. Zawsze jest ktoś, kto Cię kocha, ale nie musi to być akurat Twój rodzic. I jeszcze jedno… Żyjemy dla siebie, nie dla innych.

Ja zaczęłam, ale jestem pewna, że trudnych historii jest znacznie więcej. Przeraża mnie to, ale jeżeli chcesz – podziel się tym. Będzie Ci lżej. Mi jest.

Ściskam mocno,

Basia.

Comments

comments

Leave a Comment