„Miałam okazję Cię zdradzić…”

U każdego z nas jest pewna hierarchia odnośnie tego ile jesteśmy w stanie znieść i wybaczyć. Kłamstwo, zatajenie prawdy, upicie się na imprezie, chamstwo po wódce, lenistwo pod kołdrą, podejmowanie decyzji bez pytania nas o zdanie, niefortunnie dobrane słowa… To wszystko raczej potrafimy przepuścić przez palce. A co w kwestii zdrady…?

W moim przypadku to prawdopodobnie jedyna rzecz, której nie byłabym w stanie zapomnieć i wybaczyć, ale też i taka, której nie byłabym w stanie zrobić. Gdyby taka sytuacja ujrzała światło dzienne prawdopodobnie bez słowa spakowałabym i siebie i dziecko, a potem zniknęłabym całkiem z Jego życia. Jestem zdania, że skoro ktoś nie potrafi się upilnować, to znaczy, że jego miłość jest za słaba i należy po prostu farsę zakończyć. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło, więc skąd w ogóle pomysł na ten wpis?

Tej nocy przed snem wróciłam wspomnieniami kilka lat wstecz. Do wszystkiego czego doświadczyłam w związkach, do początków obecnego, do sytuacji całkiem niedawnych… Może stąd nocą pojawił się w mojej głowie obraz przystojnego chłopaka, który zaczął ze mną znajomość od przepięknej rozmowy. Słuchał mnie i nie był oszczędny w swoich odpowiedziach. Reagował na zmieniający się wyraz mojej twarzy, żywo uczestniczył w dyskusji i zastanawiał się nad każdym słowem, które do mnie kierował. Takie zachowanie urzeka, bo przecież my kobiety pragniemy być wysłuchane i rozumiane. To nie jest łatwa sprawa, ale zrozumienie przychodzi wraz z chęcią a tej niestety często u płci przeciwnej brak. Zupełnie jakby zapomnieli, że wcale nie chcą mieć wszystkiego podanego na srebrnej tacy. Zupełnie jakby nie wiedzieli, że polowanie nigdy się nie kończy a zwierzynę należy ciągle tropić i gonić. Zupełnie jakby nie pamiętali tego, co sami mówili na początku.

Kontynuując, od rozmowy o myślach i emocjach przeszliśmy do flirtu. Czy muszę nadmienić, że facet wizualnie był przeboski, oh, oh, ah, ah, oł em dżi, kisiel w majtach i te sprawy? No pewnie, że nie, to jasne przecież. Fajnie było czuć się jawnie pożądaną, zdobywaną i odkrywaną na nowo. Nikt mi nie powie, że gdzieś w głębi duszy człowieka nie ma takiego pragnienia adoracji. Oczywiście, że jest. Śmiem twierdzić, że każdy z nas kiedy trochę poszuka – znajdzie. Fizyczne przyciąganie zaczęło się urzeczywistniać i już, już miałam się przemieścić na jego kolana, bo właśnie zamierzał obcałować mi szyję, kiedy przypomniałam sobie, że kogoś przecież mam. Widzicie? Nawet, kurwa, WE ŚNIE pamiętałam, że jestem w związku ze Szlachcicem. I mimo, że wiedziałam, że to sen (nadszedł ten moment uświadomienia sobie, że taka sytuacja nie może mieć miejsca) to nie dopuściłam do niczego. To już chyba wyższy level wierności, co nie? Nie zdradzić nawet podczas snu. Szybko stanął przed moimi oczyma obraz Szlachcica, który jest dla mnie przecież najpiękniejszym stworzeniem boskim (zaraz po naszym Synku) i od razu odechciało mi się sennych romansów. Brnęłam w tym śnie dalej, bo w sumie stwierdziłam, że mogłabym jeszcze skorzystać z okazji i zobaczyć Go „na żywo”. Jego wyjazdy w trasę jednak siadają mi na mózg. Pojawił się, tak piękny jak zawsze. Z tymi wszystkimi zaletami i wadami, z tym co w nim najwspanialsze i najgorsze. Znowu kochałam Go najmocniej, nad życie. Wiem, że tak będzie dopóki będę czuła od Niego to samo. A potem obudził się nasz Skarb-zazdrośnik i już cała uwaga została skupiona na nim. Mam do Was pytanie, panowie i panie.

Kobieta/Facet wierna/y jak pies to chyba jednak skarb, nie? A na koniec przepiękny dowcip:

Facet budzi się w południe na potwornym kacu. Patrzy, na stole cztery schłodzone butelki piwa i list następującej treści:

„Kochanie, wypoczywaj. Jakbyś czegoś potrzebował to zadzwoń, a zwolnię się z pracy i przyjadę. Twoja kochająca żona”.

Facet pyta syna:

– Co się wczoraj stało? Nic nie pamiętam. Czyżbym wrócił w nocy z kwiatami albo pierścionkiem?

Syn na to:

– Przyszedłeś o piątej nad ranem kompletnie pijany, awanturowałeś się, a gdy matka chciała Cię rozebrać i ściągała Ci spodnie, powiedziałeś: „Spierdalaj dziwko, żonaty jestem!”.

Comments

comments

komentarze 3

  • Veganlove pisze:

    Niesamowity sen! Widać, że naprawdę mocno kochasz swojego męża i cudownie, że nawet po ciąży dalej Wam się w tym sprawach układa!
    Ja też nigdy nie byłam w takiej sytuacji, ale uważam, że gdy związek przechodzi kryzys i dochodzi do zdrady to można takową wybaczyć, choć tak jak mówie zakładam to w głowie, nie wiem jakbym zareagowała gdyby to się wydarzyło.
    http://veganlove.pl

  • Konrad pisze:

    Bardzo fajny wpis, duzo w nim mądrości i ogólnie bardzo ciekawy, jednak uważam, ze ciężko jest odpowiedzieć na pytanie co by było gdyby ktos nas zdradził, znam osoby które mówiły „jak mnie zdradzi to z nami koniec!”, a pomimo tego ze ta ich „idealna połówka” zrobila cos złego to wybaczali. Oczywiście nie twierdzę że tak jest z każdym haha

  • To juz jest wiernosc podswiadoma. Fajny i szczery wpis, bo ktora z nas nie miewala takich snow? W malzenstwie nie bylam szczesliwa rowniez w sprawach intymnych. Takie sny zdarzaly mi sie czesto. I wiesz co? Nawet nie mialam wyrzutow sumienia 😉

Leave a Comment